zarejestruj się!
logowanie
podyskutuj na forum
subskrybuj newsletter
dostosuj stronę
W niedzielne przedpołudnie pięcioletnia Basia siada na podłodze przed ogromnym abstrakcyjnym obrazem i mówi: to wygląda jak kluski z truskawkami. Basia lubi chodzić do galerii. Prawie tak bardzo, jak oglądać bajki na slajdach w śródmiejskiej księgarni i puszczać latawce.
Zaczęło się od warsztatów plastycznych w warszawskiej Zachęcie. Basia poszła na nie z koleżanką i jej mamą. Wróciła zachwycona, a na zbliżające się urodziny od razu zamówiła farby („ale prawdziwe, na palecie” ) i album z obrazami ( „żeby było dużo ludzi i takie śmieszne zwierzęta” ). Rodzice dzielnie podjęli wyzwanie i okazało się, że im też sprawia przyjemność przemierzanie z córką muzealnych sal, sprawdzanie, czy mogą zrobić taką minę, jak pan na obrazie, zastyganie w bezruchu i udawanie kamiennych rzeźb, zgadywanie, co jest na dziwnym rysunku samotnie wiszącym na pustej ścianie. I chociaż zdarza się, że pracownicy galerii patrzą na nich podejrzliwie, starają się tym nie przejmować. W końcu i ci smutni panowie z groźnymi minami zaakceptują, że maluchy mają czasem ochotę usiąść na podłodze i w spokoju pomyśleć, dlaczego autor obrazu pomalował wszystkie domy i ulice na niebiesko.
Sześcioletni Bartek jest bywalcem wielu modnych miejsc. Zna slajdowiska w kluboksięgarni „Numery Litery” (ściskając w ręku pluszowego pingwina poznawał tam klasykę dziecięcej literatury), w Zachęcie przemierzał na czworakach labirynt kolorowych sześcianów w czasie wystawy „Interaktywny Plac Zabaw”, w Teatrze Lalka obejrzał słynne „Tygryski” i ulepił z gliny słonia w żoliborskiej Kalimbie. – Lubimy te nasze wspólne wyjścia. Bartek niepostrzeżenie wciąga nas do zabawy. I nagle się okazuje, że i my mamy wypieki na twarzy wychodząc z warsztatów artystycznych w kinie Muranów. A potem nie trzeba nas dwa razy namawiać do wspólnego malowania portretu babci – mówi Ewa Chmielnicka, mama chłopca. Miejsc przyjaznych dzieciom, w których dzieje się coś ciekawego także dla rodziców, szuka w internecie. Zagląda na www.miastodzieci.pl, www.qlturka.pl i www.cjg.gazeta.pl.
Darek, jej mąż, śmieje się, że nigdy wcześniej nie prowadzili tak aktywnego życia kulturalnego. A Ewa nauczyła się jednej ważnej zasady – nic na siłę. I gdy Bartek ma ochotę wyjść z teatru już po pierwszym akcie, po prostu wychodzą. Nawet jeśli tylko jakimś cudem zdobyła bilety na tę premierę.
Psychologowie są zdania, że kontakt ze sztuką ma na nas dobroczynny wpływ. Dzięki niej uczymy się wyrażać emocje, lepiej poznajemy siebie i swoje możliwości. Dlatego namawiają do szukania niebanalnych pomysłów na twórcze spędzanie wolnego czasu z dziećmi. Przekonują też, że wystarczy się trochę postarać, a będziemy się dobrze bawić, idąc całą rodziną do teatru, muzeum czy filharmonii. Te miejsca, które wielu z nas ciągle kojarzą się z obowiązkowymi szkolnymi wycieczkami, zbyt dużymi, filcowymi kapciami i koniecznością zachowania bezwzględnej ciszy, stają się coraz bardziej otwarte i przyjazne. Także dla najmłodszych, którzy na sztukę reagują spontanicznie i emocjonalnie, bo mocno działa na ich wyobraźnię. Wystarczy dać im szansę i zamiast spędzać kolejny weekend w galerii handlowej, wybrać się np. na niedzielny koncert dla dzieci do warszawskiej Filharmonii Narodowej. Jeśli myślicie, że będzie nudno, to znaczy, że nie poznaliście jeszcze niezawodnej Cioci Jadzi, która już od 50 lat wciąga najmłodszych w pogawędki o muzyce poważnej. Podekscytowane maluchy słuchają, śmieją się i wykrzykują odpowiedzi na padające ze sceny pytania, a jakby mimochodem poznają gatunki muzyczne, instrumenty i kompozytorów. A przy okazji i my nadrabiamy wstydliwie ukrywane zaległości w edukacji kulturalnej. Jest tylko jeden kłopot – bilety na te koncerty rozchodzą się jak świeże bułeczki.
Jak więc zacząć rodzinną przygodę ze sztuką? Możemy obejrzeć wystawę zdjęć i potem urządzić sesję fotograficzną w parku albo poszukać w galerii najdziwniejszego obrazu i zastanowić się, co właściwie na nim widać. Możemy też znaleźć warsztaty dla dzieci i rodziców, na których ramię w ramię będziemy – w zależności od swoich upodobań i fantazji prowadzących – rzeźbić w mydle, lepić z gliny, układać kompozycje kwiatowe, robić biżuterię z filcu albo grać na bębnach. – My zaczęliśmy niezobowiązująco, od sobotnich wypraw do kluboksięgarni. Zamawiamy gorącą czekoladę, oglądamy grube albumy z kolorowymi ilustracjami, czytamy dzieciakom zabawne wierszyki, podsuwamy fajnie wydane książeczki – mówi Jola, mama pięcioletniego Kuby i sześcioletniej Zuzi. Ostatnio wybrali się na przedstawienie do teatru lalek i od tamtej pory do łask powróciły porzucone jakiś czas temu pacynki. – Właściwie nie musimy teraz wychodzić z domu, żeby obejrzeć dobry spektakl, bo wciąż są u nas jakieś premiery – śmieje się Jola, która z pudła kartonowego, styropianu i aksamitu zrobiła scenę domowego teatrzyku. Na drzwiach kuchni właśnie zawisł kolejny afisz: „W sobotę o godzinie 11 przedstawienie o psach i tygrysach. Zapraszamy”.
Z D R O W I E
Męczący kaszel, piasek pod powiekami, swędząca skóra? To może być sygnał, że w powietrzu, które nas otacza, jest zbyt wiele kurzu, pyłków roślin i zarodników pleśni, a za mało wilgoci [...]
S T Y L
Miłośnicy serialu ?Gotowe na wszystko? podziwiają niezwykły talent jednej z bohaterek, Bree Van de Kamp, której przyjęcia nie mają sobie równych. Nawet jeśli nie mamy jej zdolności kulinarnych, możemy przygotować stół na kolację dla przyjaciół w taki sposób, że poczują się gośćmi najważniejszymi na świecie [...]
strona główna | zdrowie | uroda | kuchnia | styl | psyche | na czasie | regulamin | kontakt
Artykuł jeszcze nie był komentowany. Możesz być pierwszy! Skorzystaj z poniższego formularza i dodaj Twoje przemyślenia, uwagi związane z artykułem.